Głupia, głupia, głupia. Głupia ja.
Jak mogłam się nie domyślić? Jak to możliwe, że pierwszą osobą
jaka mi przyszła do głowy kiedy dostałam te przeklęte kwiaty nie
był Marinus? Nie, ja spokojnie sobie myślałam, że to od Severina
i machałam na to ręką. No bo co mogło się wydarzyć między mną,
a Severinem, jeśli ja normalnie nie mam z nim prawie kontaktu?
Dlaczego kiedy Heinz powiedział, że
kwiaty przysłał 'dobry chłopak' mi nie zapaliła się lampka
ostrzegawcza, że kto normalny powiedział by tak o Freundzie?
Brawo Jankowska, twój nieogar przebił
wszystko.
- W porządku?
- Co?
- Odpłynęłaś, pytam czy w porządku.
- Tak, Heinz, jest ok.
- Co się stało?
- Poznałam Małego Bawarczyka.
Kuttin głośno zatrzaskuje segregator,
w którym przyniosłam mu sprawozdanie z przygotowania fizycznego
zawodników i wstaje. Podchodzi do drzwi, delikatnie je zamyka, a
następnie odwraca się w moją stronę i patrzy na mnie wyczekująco.
- Mów.
- Ja nie wiem! – zaczynam
histeryzować. - Nie mam pojęcia co mam o tym wszystkim myśleć! W
życiu bym nie pomyślała, że to może być Marinus! I teraz w
czoło się biję, że na to nie wpadłam! Przecież to było takie
proste! I uwielbiam go, naprawdę! Może nawet na swój sposób
kocham, ale no przecież... No przecież wiesz...
- Michael – dopowiada trener.
- Dokładnie, Michi – potwierdzam
zrezygnowana. - Jestem z nim od tych sześciu miesięcy i jest super.
Jest tak jak powinno być. Czasem się kłócimy i nie mogę już na
niego patrzeć. Wkurza mnie momentami ta jego troska, że biega za
mną z szalikiem, żebym się nie przeziębiła. Mam ochotę mu wtedy
wykrzyczeć, że mamy tyle samo lat, więc ma przestać traktować
mnie jak dziecko. Ale po każdej burzy przychodzi tęcza, prawda? I
tak jest też u nas. Nie chcę ranić Marinusa, ale dobrze mi z
Hayboeckiem.
- Ciężka sprawa – podsumowuje Heinz.
- Bo nie możesz Krausowi powiedzieć, że jesteś z Hayboeckiem i że
ta cała sytuacja nie ma przyszłości.
- No właśnie.
- Ale z drugiej strony musisz mu
powiedzieć cokolwiek, bo inaczej on będzie się starał, walczył,
a Michi w tym samym czasie dostanie wścieklizny.
- Dzięki Heinz, bardzo mi pomogłeś –
ironizuję.
- Co mogę ci powiedzieć? - wzrusza
ramionami. - Ja się znam na skokach, nie na facetach. W życiu nie
miałem takiej sytuacji jak ty.
- I może Bogu dzięki – prycham.
- Możliwe – potwierdza. - Moja
Jaqueline...
- Kto?
- Moja żona!
- Twoja żona ma na imię Jaqueline?
- Dziwacznie, co nie? - pyta Kuttin z
rozbrajającym uśmiechem. - W każdym razie, moja Jaqueline była
jedyną głupią, która chciała na mnie spojrzeć, kiedy zgoliłem
wąsa!
- Miałeś wąsy? - dziwię się jeszcze
bardziej.
- Ah tak, ciebie wtedy nie było –
przypomina sobie Heinz. - Miałem, miałem! Potem musiałem zgolić,
bo nie wiem czy wiesz, ale wąsy są strasznie niepraktyczne w upały!
- Nie wiedziałam, w życiu nie miałam
wąsów – śmieję się.
- W takim razie musisz mi zaufać!
Wracając do meritum! Musisz przyhamować Krausa, ale nie odrzucić!
- Dlaczego nie? Mówiłam, że dobrze mi
z Michim...
- Ok, nie twierdzę, że nie. Ale możesz
potrzebować pomocy, a Mari na pewno ci pomoże.
- Co u Megi? - pytam Fettnera, w czasie
kiedy go regeneruje po treningu na siłowni. Hayboeck leży rozwalony
na moim łóżku i znudzony, czekając na swoją kolej, skacze po
kanałach w telewizorze.
- Ona chyba chciałaby wyjść za mąż
– odpowiada niepewnie Manuel.
- A ty?
- A ja jej nie bronie – prycha
śmiechem i przybija sobie z Michim żółwika w powietrzu.
- Co ty masz w głowie kretynie? -
rzucam poklepując go otwartą dłonią po czole. - Ile wy jesteście
razem?
- O, krótko – odpowiada. - Cztery...
Nie, pięć lat.
- I to jest krótko? - śmieje się
Hayboeck.
- Wiesz ile Gregor jest z Sandrą? Sześć
lat! To są dopiero długodystansowcy!
- A to nie, sorry – rzucam. - Ten rok
zmienia wszystko!
W tym momencie otwierają się drzwi od
pokoju i wpada zapłakana Tynka. Rzuca się na łózko i chowa głowę
w poduszce. W pokoju nastaje cisza, którą przerywa tylko cichy głos
z telewizora i chlipanie mojej siostry.
- Tynka? - zaczynam cicho podchodząc do
niej, a chłopcy uważnie obserwują całą sytuację. - Tyniol, co
się stało?
- Nic – odpowiada mi jej zduszony
głos.
- Ja pierdole, Jankowska – wkurza się
Michi. - Jesteś gorsza niż twoja siostra! - jednym ruchem odwraca
Młodą twarzą do nas. - Mów!
- Nic wam nie powiem!
- To nie – wzrusza ramionami Hayboeck
i wraca na łóżko.
- Kraft ze mną zerwał – rzuca
zrozpaczona z miną zbitego psa.
- Temu to się w dupie poprzewracało –
mruczy Manuel kiwając głową z uznaniem.
- Powiedział, że musi przemyśleć czy
to ma jakikolwiek sens i czy nasz związek jest przyszłościowy!
- Przecież Kraft ma z 15 lat! -
wykrzykuję. - O jakiej przyszłości on mówi?!
Tynka wzrusza ramionami i na nowo
zalewa się łzami.
- Myśliciel się znalazł – prycha
Michi. - Dobra, Jankowska! Nie becz, bo wyglądasz wtedy gorzej niż
zwykle...
Rzucam mu ostre spojrzenie, ale tylko
wysyła mi buziaka w powietrzu.
- Manu zbieraj się – komunikuje dalej
Hayboeck. - Idziemy przemówić Kraftowi do rozsądku!
- I co mu geniusze powiecie? - pytam w
czasie kiedy Fettner zakłada spodnie.
- Kto powiedział że będziemy
rozmawiać? - śmieje się brunet. - Damy mu ze 3 razy w mordę i od
razu zmądrzeje!
- Nie możecie...
- Mogą, mogą – wtrąca się moja
siostra.
- Tynka!
- No co? Zasłużył!
- Za bójki w kadrze możecie wylecieć
– oznajmiam niezadowolona.
- Przecież nas nie sprzedasz –
uśmiecha się przebiegle Manu. Dostaję od niego buziaka w czoło i
obaj wychodzą.
- To się źle skończy! Im się wydaje,
że to wszystko jest takie zajebiście zabawne - mruczę zakładając
kurtkę.
- Przecież go nie uderzą, prawda?
- Sama dałaś im zgodę – wzruszam
ramionami i kieruje się do drzwi. - Nie wiem. Nie wiem na ile sobie
pozwolą.
- A ty dokąd? - pyta mnie zdziwiona
Tynka.
- Przewietrzyć się – rzucam przez
zęby i wymijając ją wychodzę na korytarz.
Przez chwile nawet przeszło mi przez
myśl, żeby iść do Diessa i mu wszystko powiedzieć. Praca z nimi
naprawdę zaczyna mnie męczyć. Do wszystkiego podchodzą tak lekko,
bez żadnej odpowiedzialności, na zasadzie 'jakoś to będzie'.
Fettner może Krafta nie uderzy, ale Michi? Michi może to zrobić,
zwłaszcza, że mimo złośliwości traktuje Tynkę jak młodszą
siostrę. Wychodzą sobie w trakcie regeneracji, jakby to wcale nie
było ważne. Urgh, dzieciaki!
Wychodzę na zewnątrz zła jak osa i
siadam na ławeczce ustawionej przed wejściem. I wtedy widzę kogoś,
o kogo spotkaniu marzyłam w tym momencie.
-Ej, Wellinga! Zatrzymaj na chwilę ten
chudy tyłek!
*****
Bardzo się cieszę, że chociaż po części przypadł wam do gustu Marinus ;) Szczerze powiedziawszy chodził mi po głowie Sev, ale to by było zbyt oczywiste, prawda? Mam nadzieję, że jesteście i ciągle będziecie z Michim, Tysią i Bawarczykiem ;)
